wtorek, 7 czerwca 2011

Wiem co mam

2.0 wolnyssak 125KM osiągami nie powala, to fakt... Moim zdaniem to taka lada niva świata zachodniego. Gnasz szurtami 80km/h, ciągniesz smugę kurzu za sobą i robi się jak na równinach Kazachstanu, tylko ty, twój boxer, napęd 4x4 i bezmiar przestrzeni przed tobą. Gorący wiatr wpadając przez otwarte bezramkowe okno szarpie twoją koszulę i mierzwi włosy (jak się je ma). Dżwięki Pink Floyd zagłuszane są przez wszechobecne świsty w kabinie. Próbujesz trafić palcem w mikroskopijne przyciski firmowego radia. Włączasz funkcję laud i w końcu słyszysz znajome riffy gitary Gilmoura i bas Watersa. Z zadowoleniem myslisz o aluminiowej osłonie chroniącej silnik i mocniej wciskasz gaz, wkręcając boxera na 5000 obrotów by pewnie pokonac następny wiraż w tłumanach kurzu.
A z tym kurzeniem to może trochę chamuwa, ale naprawdę lubię to. Koło domostw zwalniam by nie zabrudzić zanadto świeżo wypranej pościeli suszącej się w przydomowym sadzie. Dzieci o umorusanych truskawkami buziach, lekko przestraszone widokiem niebieskiego potwora z gwiazdami na przodzie, wyłaniającego się z obłoków pyłu, machają małymi rączkami. Ich matki częstują papierówkami z wiklinowego koszyka. Wsiadam za kierownicę by znów sunąć szutrami w stronę następnego sioła, Spłukując kurz z gardła landrynkową oranżadą, mijajm przydrożne kapliczki... How wish, how wish you were here..
A potem dostojnie toczę się po czarnym 120km/h w stronę domu, swej kobiety i dzieci.
Już nie narzekam na moje jedyne 125 koni. Jem ze smakiem botwinową na żeberku a wzrok mimowolnie kieruję w stronę stojącego za oknem zakurzonego forestera.
Jędrek

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza